Islandia 19-27.05.2026 #TakByło!
- 5 godzin temu
- 2 minut(y) czytania
Islandia po raz kolejny pokazała nam, że jest miejscem, którego nie da się „zaliczyć”. Można jedynie zanurzyć się w niej głębiej - w jej przestrzeni, surowości, świetle i nieustannym ruchu natury. Majowa wyprawa "W sercu islandzkiej natury" to była prawdziwa przygoda!

Przez kilka intensywnych dni przemierzaliśmy południe wyspy, odkrywając wodospady spadające z bazaltowych ścian, czarne plaże, zielone doliny i laguny lodowcowe pełne dryfujących gór lodowych. Towarzyszył nam wiatr pachnący oceanem, zmienna pogoda i to charakterystyczne islandzkie poczucie, jak mały jest człowiek wobec żywiołów i sił przyrody!


Jednym z najbardziej wyczekiwanych spotkań były oczywiście maskonury. Te niewielkie ptaki z kolorowymi dziobami skradły serca całej grupy. Obserwowaliśmy je z bliska podczas ich codziennych lotów między oceanem a klifami, podziwiając zaskakującą zwinność i charakterystyczne, trochę nieporadne lądowania.

Islandzkie wybrzeże tętniło jednak także innym ptasim życiem! Nad naszymi głowami krążyły rybitwy arktyczne, brodźce, kszyki i fulmary, a Podróżnicy z ogromną ciekawością wypatrywali kolejnych gatunków ukrywających się pośród skał i traw.
Nie zabrakło także doświadczeń, które pozwoliły nam wejść jeszcze głębiej w świat islandzkiej natury!

Podczas rejsu szybką łodzią motorową Zodiak po lagunie lodowcowej znaleźliśmy się dosłownie pomiędzy błękitnymi górami lodowymi. Z bardzo bliska obserwowaliśmy fantastyczne struktury lodu, słuchaliśmy mlaskania zamarzającej wody i huku pękającego lodowca, który co chwilę przypominał o tym, że krajobraz Islandii nieustannie się zmienia. Towarzyszyły nam również foki, nic sobie nie robiące z naszej obecności!

Ogromne wrażenie zrobiła na nas także wyprawa do Doliny Thora. Już sama droga była przygodą! Z pomocą specjalnego auta przejeżdżaliśmy przez rzeki lodowcowe i surowe, niemal niedostępne tereny islandzkiego interioru. A później było już tylko piękniej. Wędrowaliśmy pośród zielonych dolin, stromych zboczy i wulkanicznych grzbietów, czując się momentami jak bohaterowie opowieści Tolkiena przemierzający dzikie krainy północy.
Islandzka przestrzeń po raz kolejny odebrała nam mowę...


Ale Islandia to nie tylko wielkie krajobrazy i przygoda. Nie zabrakło też tego najbardziej „islandzkiego” sposobu spędzania czasu: kąpieli w gorących źródłach, chwil oddechu pośród parującej wody i surowych krajobrazów, długich rozmów oraz odkrywania lokalnych smaków. Próbowaliśmy islandzkiej kuchni, fotografowaliśmy ciekawskie islandzkie konie z rozwianymi grzywami i z sukcesem wypatrywaliśmy reniferów przemierzających rozległe przestrzenie wschodniej części wyspy.


Przyznajemy, intensywność tej trasy momentami zdumiewała nawet nas samych! Ale dzięki takiemu programowi wyprawy mogliśmy doświadczyć Islandii naprawdę głęboko, wszystkimi zmysłami.


To była wyprawa pełna zachwytów, śmiechu, przygód i wspólnego odkrywania świata; momentami wymagająca, ale właśnie dzięki temu tak prawdziwa...
Ewo, Magdo, Wiktorio, Marcinie - dziękujemy Wam za wspólną drogę, za gotowość do przygód,
za zachwyt nad każdym kolejnym wodospadem, za rozmowy,
śmiech i otwartość na doświadczenie Islandii wszystkimi zmysłami.
To była ogromna radość móc odkrywać tę wyspę razem z Wami.
Do zobaczenia na kolejnych szlakach!



































































































